Bitwa pod Asmadronem cz.1
Główny wątek: Fantasy Story
Część kolejna: część 2.
Słowniczek pojęć: klik
Losy Madryjczyków podczas starcia z oddziałami Cienia na polach Asmadronu za panowania króla Mesesa II. Pod wodzą Kenocha, syna Asbara, syna Ektrona, potomka Eleszbara. Roku 1354 drugiej Emy.
Niebo było ciemnozłote, chmury pokrywały zachodnią część nieboskłonu, rozpościerały się niczym żagiel od północy aż po południowy kraniec gór Arma. W oddali rysowały się ośnieżone szczyty Dea. Słońce mozolnie chyliło się ku horyzontowi. To był przepiękny letni wieczór, Kenoch spoglądał przez przymrużone oczy na tysiące żołnierzy majestatycznie sunących po równinie Asmadronu. Błyszczące w świetle zachodzącego słońca zbroje napawały go dumą i nostalgią. Wiedział, że tam w dole maszerują najlepiej wyszkoleni i najdzielniejsi wojownicy w tej części ziemi Heszbonu. Wzgórze na, którym się znajdował kończyło się klifem, z którego rozpościerał się widok aż po pola Ekronu. Miał stamtąd doskonały ogląd sytuacji, jego wzrok powoli i dokładnie analizował każdy skrawek terenu znajdującego się poniżej. Mimo, że nie przystąpiono jeszcze do rozbijania obozu w jego umyślę rodził się już plan walki, doskonały, wręcz bezbłędny. Widział oczyma wyobraźni padających niczym muchy żołnierzy wroga. Jego serce przepełniało się gniewem na przemian z rozczarowaniem i smutkiem. Zaiste fakt zdrady napawał go bólem, jednak dobrze wiedział, że po przeciwnej stronie staną jego bracia, ludzie, których znał od urodzenia, u boku, których się wychowywał. Zimny dreszcz przeszywał jego plecy na myśl o walce z nimi. Buntownicy, głupcy, skazani na śmierć przez swoją własną pychę. Z drugiej jednak strony, co jakiś czas, uświadamiał sobie fakt obecności Cienia w ich szeregach. Mimo odwagi i walecznego ducha jakiego w sobie posiadał, miewał chwilę, w których musiał wziąć pod uwagę inną opcje niż wygrana, musiał rozważyć potęgę jaką dysponuje Cień. Wiedział, że nie będzie to łatwe starcie i, że nikt nie przyjdzie mu z pomocą. Wiedział, że musi liczyć tylko na siebie i swoich ludzi, że to od niego zależą losy Gandamu. Nagle jego rozmyślanie zostało przerwane przez huk trąb, dudniący dźwięk rozpływał się w dolinie wzbudzając ogólne zainteresowanie żołnierzy.
- Panie, przybył posłaniec królewski, szuka Cię. – rzekł do Kenocha sługa, który niezwłocznie przybył aby poinformować go o fakcie.
- Wiem, biegnij i powiedz, że już nadchodzę. Przekaż tez Kachedowi, aby zatrzymał wojska na tej równinie, tu rozbijemy obóz i przenocujemy. – powiedział dowódca łamanym głosem spoglądając ku zachodzącemu Słońcu.
- Tak Panie. – odrzekł bez namysłu sługa pospiesznie oddalając się.
Nie minęło trzydzieści minut a Kenoch był już u podnóża góry. Bez pośpiechu z dostojeństwem zbliżył się do oddziału, który pozostawił tu przed wejściem na szczyt. Nie okazujący zmęczenia żołnierze oddali cześć dowódcy a następnie na rozkaz zaczęli maszerować na północ ku obozowi.
C.D.N.
——————————————————————————————————————————–
Licencja Creative Commons:







RSS - Posts
Haha dobre opowiadanie ładnie wciąga a ten opis doliny ja to czytam to czuje ze tam jestem :) nie mogę sie doczekać dalszej części:)
napiszę to jeszcze raz: czytałam to jako pierwszaaaaa i nadal nie mogę wyjść z podziwu. ^^’ cu-do-wne!
Co tu duzo gadac szykuje sie nowy Sapkowski albo Polski Tolkien :P
Taaaa xdd nie przesadzaj Marku :P