Bitwa pod Asmadronem cz.3

Poprzednie części: część 1, część 2.
Główny wątek: Fantasy Story
Rozpościerający się na co najmniej pięć kilometrów obóz tętnił życiem, zewsząd dobiegały wspaniale zapachy pieczonego mięsa, wina i owoców. Rozbrzmiewała wzniosła muzyka napawająca dumą i mobilizująca do walki, ucztowano tak jakby bitwa już dawno się skończyła. Kenoch wiedział jednak, że najgorsze dopiero przed nimi, że walka rozpocznie się na dobre dopiero z nadejściem Cienia, musiał jednak pozwolić wszystkim nabrać sił przed tym ważnym wydarzeniem. Posuwając się naprzód ku wielkiemu namiotowi stojącemu majestatycznie na środku obozu, zahaczał co jakiś czas o stojące przy głównej drodze namioty by sprawdzić jak mają się ludzie, jakie nastroje panują tuż przed bitwą. Wśród żołnierzy, choć niechcących dać po sobie poznać, dało się wyczuć niepokój wzbudzony osobą Cienia. Ten niematerialny byt budził lęk i podziw wśród wszystkich ludów Heszbonu. Od dawna znana była jego potęga, nie kto inny jak on był niegdyś wśród Irodynów będących najbliższymi bytami Wszechmogącego. Wychodząc z namiotu, spoglądając na gwiazdy rozpościerające się na niebie, migotające niczym stado świetlików w ciemną noc, okalając wzrokiem bezmiar i ogrom kosmosu Kenoch przypomniał sobie opowieść pewnego starego Druida, który to studiował księgi pamiętające czasy pierwszej Emy. Przypomniał sobie słowa, które na zawsze pozostaną w jego pamięci.
To był dzień jak każdy w krainie Trachonu. Słońce dostojnie górowało w zenicie na błękitnym niebie nad wspaniałym zamkiem Bet-Gilea. Przepiękna, imponująca konstrukcja dominowała nad rozpościerającymi się wkoło zielonymi, tętniącymi życiem łąkami. Biała marmurowa fasada kontrastowała z aż gryzącą niczym nieskalaną zielenią otaczającego świata. Okazałe ogrody rozpościerające się po południowej stronie kompleksu dodawały uroku i majestatu i tak fenomenalnej konstrukcji. Trzy wieże górowały nad całym grodem, każda większa od poprzedniej. Największa niczym dobry pasterz doglądający swojej trzody z wysokości ponad trzystu metrów spoglądała na leżącą wokół krainę. Wieże wyrastały ze wspaniałej zabudowy jaką stanowił zespół budowli mieszkalnych, sakralnych i warownych. Monumentalne mury okalały całość niczym ojciec ściskający z miłością swoje jedyne dziecko. Od frontu rozciągał się malowniczy prostokątny dziedziniec z półkolistym zakończeniem przy wyzywająco pięknej bramie, która nie była częścią żadnych fortyfikacji lecz lśniła w świetle słonecznym nadając jeszcze większego blasku znajdującej się nieopodal Świątyni Światła. Była to budowla niczym nie przypominająca innych, otoczona oazą zieleni, z jednej strony przylegająca do ściany skalnej z przeszklonymi ścianami i dachem wydawała się tak lekka i delikatna, że dziecko mogło by ją podnieść czy zniszczyć. W środku przytłaczała urodą, wyłożona najszlachetniejszymi diamentami, konstrukcja praktycznie w całości szklana, powabnie wkomponowana w środowisko naturalne. W istocie była miejscem świętym, nieskalanym punktem wyjścia wszelkiego istnienia, miejscem, gdzie znajdowała się chwała Jedynego. Służyli Jej najwyżsi kapłani, wybierani spośród najczystszej krwi elfów. Nieopodal dziedzińca po wschodniej stronie znajdowało się zejście do ogrodów. Cudne, boskie, powalające świetnością, musiały być szczytem osiągnięć osoby, która je zaprojektowała. Zdawało się, że ręka kreatora była prowadzona przez jakąś nieznaną boską moc. W środku mistycznego ogrodu, w cieniu ogromnych drzew, wśród lekkiej bryzy powiewającej z zachodu znajdowała się skryta baśniowa brama prowadząca do innego świata, była to brama Aszkelonu. Tajemne przejście do krainy tak niezbadanej, że nie stanęła w niej jeszcze stopa ani elfa, ani człowieka, ani żadnej innej istoty całkowicie związanej z tym światem. Było to przejście do świata duchowego, do którego wstęp spośród istot nam znanych mieli tylko synowie Efra, pół ludzie pół duchy, formy należące do obu światów, połączenie piękna, wiedzy i miłości Jedynego, stworzone na Jego podobieństwo od wieków egzystujące u Jego boku.
W tej sielankowej krainie elfy, efry i lorchowie wiedli wspaniałe niczym usypane różami życie. Każdy dzień był jakby spędzony w raju, był idylliczną egzystencją. Każdy posiadał niczym niezmąconą dusze, beztroską jak małe dziecko. Żyło się godnie, w obfitości, natura składała swe dary w nieprzerwanym cyklu zbiorów. Kraina ta zawsze wydawał się Kenochowi bajkowa, nieosiągalna, uważał ją bardziej za legendę i tak mistyczne miejsce, że aż niewyobrażalnym było by jej rzeczywiste istnienie. Teraz jednak gdy bitwa z oddziałami Cienia miała się na dniach, historia ta przypominała mu się co noc gdy tylko spojrzał w gwiazdy. Gdyż to w niej po raz pierwszy poznał swojego przeciwnika, po raz pierwszy miał kontakt, chociaż mglisty i nierealny, z jego mocą. Cień bowiem występował w niej jako najwyższy z Irodynów, bytów najbliższych Jedynemu zamieszkujących Aszkelon, a także jako jeden z siedmiu Dronów. Jego potęga i przyjaźń jaką darzył go Iknu, znana była zarówno w Aszkelonie jak i całej ziemi Trachonu. Odpowiedzialny był za doglądanie dobrobytu i porządku aż po granice kraju daleko w górach Ilyho. Iknu w darze swej miłości ofiarował mu cząstkę swej mocy, cząstkę która dawała niewyobrażalną moc, nieporównywalną z żadną znaną mu ziemską energią. Kenoch co dnia zastanawiał się co skłoniło Cień do sprzeciwienia się Iknu, do zdrady przyjaciela jakiego miał w osobie Jedynego, co sprawiło, że obrócił się przeciwko Niemu i opuścił Aszkelon, krainę, która musiała być jeszcze doskonalsza niż znany mu z opowiadań Trachon. Nie to jednak było teraz najważniejsze, musiał on brać pod uwagę, że w jakiejś części ta opowieść może być prawdziwa. Myśli Kenocha zaprzątała cząstka mocy Iknu, którą zapewne ciągle posiadał Cień. Bo jak pokonać taką potęgę? Co uczynić by uchronić swych ludzi od klęski? Zadając sobie te pytania udał się w stronę łopoczącej na wietrze flagi z wizerunkiem czarnego Gryfa na szarym tle, udał się do głównego namiotu dowództwa.
C.D.N. Zapewne



hmm robi to sie coraz ciekawsze może dowiemy sie ze Kenoch jest pół człowiekiem i pół duchem i wejdzie przez ta bramę i otrzyma jakąś boska moc xD nie mogę sie już doczekać kolejnej części. Mam nadzieje że masz pomysły co do dalszej części xD
Zgodzę sie z Kamilem coraz bardziej wciągającą fabuła(chociaż mam nadzieje ze niestanie sie tak jak Kamil mówi)
nie mogę tego czytać. nie mogę! bo po prostu wydaje mi się, że to, co ja u siebie nazywałam ‘talencikiem’ nagle pomniejsza się do rozmiarów brudu za paznokciem bakterii. feeeeeeeeest!
;*
Ja mam tak samo jak czytam Twoje teksty więc wiesz
naprawde tekst świetny
fabuła dobrze obmyślona
powiem tylko jedno Respect !